Historia założycielki: Poznaj Marię

Zanim powstało Common Clouds, byłam redaktorką działu urody w ekskluzywnych magazynach modowych i codziennie pisałam o pielęgnacji skóry. Ale rzeczywistość była taka, że za kulisami tego błysku po cichu zmagałam się z trądzikiem wieku dorosłego, lękiem i zniszczonym poczuciem własnej wartości.

Moja skóra była czymś, co należało "naprawić"

Moja „kosmetyczna szafa” – wyszukana nazwa dla pomieszczenia do przechowywania redaktorów działu urody – była wypełniona wszelkimi luksusowymi, rozreklamowanymi produktami na świecie, a jednak większość z nich wydawała mi się całkowicie poza moim zasięgiem.

Moja prywatna szafka łazienkowa wyglądała bardziej jak apteka, wypełniona kremami na receptę i pozbawionymi radości kremami (często z nadrukowanymi komunikatami typu „przeciw niedoskonałościom” lub „zanieczyszczeniom”), które tylko potęgowały poczucie, że coś jest ze mną nie tak i że moja skóra to coś, z czym trzeba walczyć. Moja łazienka była polem bitwy, a moja skóra wrogiem. Przynajmniej tak mówiły produkty i duch epoki.

Ja w Seulu z jednym z chemików Common Clouds.

Pamiętam, jak pakowałam kremy na receptę i tabletki do kosmetyczki przed wylotem na branżowe imprezy pełne nieskazitelnych cer i niemożliwych standardów piękna – zawsze czułam, że tam nie pasuję. Czasem byłam zbyt niespokojna, żeby w ogóle wyjść z domu. Utknęłam w błędnym kole stresu i trądziku, krążąc w nieskończoność.

W tamtym czasie trądzik wciąż był powodem głębokiego wstydu, zwłaszcza w świecie urody, i prawie w ogóle nie rozmawiano o związku między skórą a zdrowiem psychicznym.

Lata później Cajsa, Helena i ja spotkałyśmy się i zdałyśmy sobie sprawę, że wszystkie pragnęłyśmy tego samego. Łagodniejszego, bardziej życzliwego i emocjonalnie szczerego świata wokół trądziku. Tak powstało Common Clouds. To naprawdę świat (i produkty!), które chciałabym, żeby istniały, kiedy byłam w najgorszym stanie.

Dziękuję, że jesteś częścią tego wszystkiego <3

xx Maria